Trochę popracowałem na rzecz pomidorowych grządek. W czasie pracy zauważyłem, że przewód nawadniający jest dziwnie zdeformowany, a i donice też są zniszczone. Tego raczej nie zrobił żaden szkodnik. To wygląda na ewidentne przypalenie. Ale jak to się stało? To moja wina. Przy konstruowaniu zadaszenia, nie przewidziałem, że na płaskiej części dachu mogą tworzyć się kałuże wody, które zadziałają jak soczewka. Dobrze, że tylko donice i przewód kroplujący uległy zniszczeniu. Pomidorkom też się na pewno trochę dostało, jednak część ich uszkodzeń miało podłoże mechaniczne, więc jakiś szkodnik był na pewno. Umieściłem dwie kantówki na środku płaskiej części dachu, dzięki czemu woda powinna spływać i nie powinny już powstawać kałuże.

 

[ ↑ ]