Dzisiaj znowu nie mogłem być zbyt długo na działce, tzn. nie mogłem pojechać zaraz po pracy – ale wróciłem około północy.

Po przyjeździe standardowy obchód i oberwanie wilków u pomidorów.

Nacieszyłem oko ogórkami szklarniowymi, które przyrastają chyba ponad 10 cm na dobę. Nie mogę się już doczekać pierwszych zbiorów. Długo chyba nie będę musiał czekać, ponieważ jeden ogórek jest już całkiem duży.

 

 

Na tym przyjemności się skończyły.

Później wziąłem się za przerywanie marchewki. Ten jeden rządek marchewki pierwszy zbiór już dawno wymagał przerwania. Zdziwienie moje było ogromne, kiedy na marchewce zobaczyłem mszyce. Mało było porzeczek tym sk……om, to się wzięły z marchewkę. Przerwałem marchewkę do końca i zacząłem sprawdzać, co jest jeszcze zaatakowane. Patrzę na pietruszkę – a tam prawie czarno od mszyc. Przeszedłem po wszystkich grządkach i niby było ok – ale jak doszedłem do selerów, to się aż za głowę złapałem.

 

Tak było na każdym selerku. Cóż było robić. Wziąłem się za oprysk. Na szczęście zakupiłem profilaktycznie środek o nazwie mszycal. Jest to środek ekologiczny na bazie pokrzyw. Potraktowałem nim wszystkie zaatakowane warzywa. Później, jak już było ciemno, to z latarką z telefonu w dłoni sprawdziłem, że niektóre mszyce się jeszcze ruszają i powtórzyłem oprysk na selerach. W sumie zużyłem 1 litr tego środka. Mam nadzieję, że będzie skuteczny. Jeśli nie, to chyba zastosuję miksturę z soda oczyszczoną i płynem do mycia naczyń

[ ↑ ]